Rzut okiem na...

The Outer Worlds – recenzja

Wrażenia z podróży po światach zewnętrznych

The Outer Worlds, najnowsza produkcja od studia Obsidian, zabiera nas na wędrówkę po światach zewnętrznych. Niby wygląda nowo i świeżo, wszak jakby nie było mamy do czynienia z nową marką, ale w rzeczywistości okazuje się  być czymś, co już doskonale znamy. Nowa gra studia kopiuje bowiem z powodzeniem rozwiązania z serii Fallout czy Mass Effect. Niestety podaje je w taki sposób, że czasem miałoby się ochotę na coś więcej.

Na pierwszy rzut oka The Outer Worlds ładnie się prezentuje. Planety, które przyjdzie nam zwiedzić, są zaprojektowane dość ciekawie. Po niebie śmigają księżyce czy asteroidy, czasem inne planety co byśmy nie zapomnieli gdzie dzieje się opowiadana historia. Tworzy to całkiem osobliwy klimat i mierzi momentami to, że studio nie pokusiło się o zaimplementowanie trybu fotograficznego. Niektóre widoki są wprost idealne do tego, by je uwiecznić. Z drugiej jednak strony większość przemierzanych przez nas planet wyglądem jest do siebie bardzo zbliżona. Praktycznie na wszystkich natrafimy na te same zwierzęta. Niby jest to wyjaśnione fabularnie, ale jednak ta mała różnorodność boli. Podobnie jest z mieszkańcami, na których natrafimy. Po przegranych 40h miałem wrażenie, że zewsząd otaczają mnie te same mordy. Zupełnie jak w Fallout New Vegas.

The Outer Worlds cierpi na klasyczny brak dopracowania. W tej grze zwyczajnie jest za mało wszystkiego i przydałoby się jej takie enhanced edition. Więcej npców, więcej życia – dodanie ludzi pracujących w fabrykach czy spacerujących po mieście i załatwiających jakieś swoje sprawy. Teraz jest tu pełno statystów, którzy nic nie robią poza tkwieniem w jednym miejscu, bez względu na porę dnia, zupełnie bez poszanowania cyklu dobowego.

Jednym z największych problemów tego tytułu jest niski poziom trudności. Amunicji jest na pęczki, z dostępem do coraz to lepszych pukawek nie ma problemu, plus tony śmieci, jakie znajdujemy – modyfikatorów statsów, których i tak nie używałem bo nie czułem takiej potrzeby, tym bardziej że gra nie ma wykorzystującego je systemu craftingu. Do tego dochodzi jeszcze skopana ekonomia, a właściwie jej brak oraz szalone tempo pozyskiwania skilli i atutów, które sprawia, że nasza postać w galopującym tempie staje się omnibusem w prawie wszystkich dziedzinach.

The Outer Worlds pomimo całego swojego zacofania technologicznego i małej różnorodności ma w zanadrzu kilka asów, które sprawiają, że w ten tytuł chce się grać i chłonąć ten świat:

  • Reaktywność – sprawia, że na taki na przykład Monarch można dostać się na kilka sposobów, nawet jeśli zastrzelimy NPCa, który miał nam dać przepustkę! W innych grach to byłby po prostu ‘essential npc’, którego się nie da zastrzelić;
  • Możliwość ukończenia misji na kilka sposobów – wyśmienicie w grze wypadają wybory, nic nie jest białe lub czarne. Czasem trzeba wybrać wydawałoby się mniejsze zło, a na końcu i tak się okazuje, że nie ma czegoś takiego. Zło to zło i tyle;
  • Czarny humor i ukazanie w krzywym zwierciadle patologicznych korporacji – Przejaskrawione ukazanie korporacji oraz tego, do jakich absurdów może prowadzić nadmierna papierologia. Za przykład może posłużyć sytuacja kiedy dowiadujemy się, jaki stos papierów trzeba wypełnić, by ubiegać się o przejście na emeryturę – coś koło 80 stron z czego większość to bzdury typu pytania o numer buta, kołnierzyka, przebyte choroby. I to wszystko trzeba wypełnić bardzo sumiennie i starannie, brak chociażby jednego myślnika może skutkować odrzuceniem wniosku;
  • Towarzysze – w trakcie wędrówki możemy do ekipy dokooptować szóstkę (jednorazowo u naszego boku może się znaleźć jedynie ich dwójka – zupełnie jak w ME), nie dość, że każde z nich ma swoją historię, to mają zwyczaj wcinania się w dialogi, które prowadzimy z napotkanymi postaciami. Przez to czasem do rozmowy przemycają własny punk widzenia na daną sytuację. Ba, czasem nawet można się ich wprost zapytać co sądzą o danym problemie;
  • Zachowany balans pomiędzy gadaniem a strzelaniem – jakby nie było TOW to action RPG i zachowanie tego balansu jest bardzo ważne, żebyśmy z jednej strony nie czuli, że gra jest przegadana – zaczyna wtedy nużyć, z drugiej strony, żeby nam dawać satysfakcjonujące bitki w przerwach od gadania;
  • Gładka gadka to podstawa – gra jest tak skonstruowana, że w wielu miejscach, zamiast wymiany ognia, przeciwnika można przegadać i przekonać, żeby na przykład oddał nam broń;
  • Długość gry – mi przejście zajęło ok 45h – chociaż da się ją skończyć w krótszym czasie. Dla jednych może być to wada dla innych zaleta – szczególnie dla tych, którzy by pograli w jakieś cRPG, ale mają dość ograniczony bilans czasu;

Pomimo wszystkich swoich wad, widocznych ograniczeń i uproszczeń The Outer Worlds ma w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala się nudzić. To ‘coś’ to spójna fabuła, solidne zadania poboczne, ciekawe postacie, wciągające dialogi i odpowiednie tempo. Pomimo, że podczas rozgrywki często natrafimy na absurdy korpo-świata, to jednak ten motyw się nie przejada. Gra cały czas trzyma lekki, humorystyczny ton, jednocześnie przedstawiając świat, w którym totalny wyzysk pracownika to norma.

 

The Outer Worlds

259 PLN
7.8

Grafika

8.0/10

Udźwiękownie

7.0/10

Muzyka

7.0/10

Grywalność

9.0/10

Plusy

  • Reaktywność
  • Możliwość ukończenia misji na kilka sposobów
  • Czarny humor
  • Towarzysze
  • Długość gry

Minusy

  • Brak dopracowania
  • Pełno statystów
  • Wszędzie te same mordy
  • Taka sobie mechanika strzelania
  • Długość gry
Tags

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button
Close