Rzut okiem na...

Metro Exodus – recenzja

Gry z serii Metro, podobnie jak książki, skupiają się na historii Artema – młodego chłopaka, który próbuje znaleźć sposób na wydostanie się z tuneli metra. Nie inaczej jest z Metro Exodus – najnowszą częścią serii – która jest zakończeniem wędrówki i kontynuacją książki Metro 2035. Aczkolwiek nie do końca. Najnowsza odsłona jest oparta na kanwie powieści, ale nie jest jej wierną adaptacją.

Poprzednie części Metro były mniej lub bardziej korytarzowe. Owszem, czasem wychodziliśmy na powierzchnię, ale nie oznaczało to, że dostawaliśmy większą swobodę ruchu. Rozgrywka była mocno korytarzowa, chociaż aż tak bardzo nie rzucało się to w oczy z powodu większego obszaru, po jakim mogliśmy podróżować. Nie było to złe. Moim zdaniem poprzednie części to jedne z lepszych gier korytarzowych. Jak zatem poradzili sobie autorzy Metro Exodus? Czy wyjście na powierzchnię nie spowodowało zachłyśnięcia się otwartym światem? Na szczęście nie. Chociaż gra nie ustrzegła się drobnych wpadek i potknięć. Ba, najlepszą robotę w tym otwartym świecie robią nomen omen właśnie momenty korytarzowe.

W Metro Exodus czuć wschodnią toporność i siermiężność, gunplay może nie jest tak satysfakcjonujący jak u konkurencji. No Doom (ten z 2016) to nie jest. Przeciwnicy nie grzeszą inteligencją. Mechaniki wymyślone na potrzeby poprzednich odsłon, sprawiają wrażenie, że gra zatrzymała się technicznie lata temu. Jest staroszkolno i archaicznie. Czasem trzeba czegoś poszukać, pokombinować. Nie ma znaczników prowadzących gracza za rączkę. Jest co najwyżej dostępna mało szczegółowa mapa z miejscówkami do odwiedzenia. Mimo to gra się przyjemnie. Czasem sekwencje QTE wytracają trochę dynamikę rozgrywki, ale na szczęście takich elementów jest bardzo mało. Podobnie jak amunicji, której wiecznie brakuje. Zmusza to do kombinowania, zgłębiania niedostępnych miejsc oraz poszukiwania poukrywanych kryjówek. Miejsca te zapewniają odpoczynek oraz dają dostęp do warsztatu, w którym możemy przygotować się do dalszej wędrówki. Możemy w takich miejscach wytworzyć sobie amunicję, apteczki czy filtry – o ile dysponujemy odpowiednimi materiałami, a także wyczyścić broń, która z czasem się brudzi (taki odpowiednik zużywania).

Artem niestety dalej milczy. W tym momencie zastanawia mnie czy przypadkiem nie jest to spuścizna z konwencji zastosowanej w poprzednich tytułach z serii. Możliwe, że autorzy konsekwentnie podążyli tym tropem nie chcąc wprowadzić dysonansu. Aczkolwiek ta decyzja jest o tyle zaskakująca, że bohaterowie obydwu dostępnych rozszerzeń się odzywają.

Jak gra ma się do książek?

Zaczynając zabawę z Metro Exodus nie trzeba znać książek, czy poprzednich gier, ale trochę się wtedy traci na znajomości historii. Pierwszy raz zagrałem w Metro 2033 – niestety bez znajomości książkowego oryginału. Przed ukazaniem się Exodus nadrobiłem zaległości. Przeczytałem trylogię oraz ograłem wcześniejsze gry, z zachowaniem chronologii. Świat jak i uniwersum jest mega. Gry i książki kapitalnie się ze sobą uzupełniają i łączą. Jest kilka elementów, które zaczynają się w książce Metro 2033, swoją kontynuację mają w Last Light, a kulminację w ostatniej książce kończącej trylogię. Moim zdaniem uniwersum wymyślone przez Głuchowskiego jest na tyle ciekawe i kompletne, że warto je poznać. Tym bardziej że książki wraz z grami wyśmienicie się uzupełniają. Do czasu – od Metro Exodus świat growy i książkowy zaczynają nam się rozjeżdżać. Jest to o tyle ciekawe, że do tej pory historia była spójna, a gry stanowiły rozwinięcie niektórych wątków i z powodzeniem stanowiły uzupełnienie powieści.

Do Metro Exodus ukazały się dwa rozszerzenia, które rzucają nieco inne światło na główną historię. Warto zapoznać się z nimi już po zakończeniu głównego wątku by nie psuć sobie zabawy. Ba, autorzy sami ostrzegają przed uruchomieniem DLC, że zawierają spoilery i najlepiej zabawę z nimi zacząć na samym końcu.

Two Colonels

Historia ta to właściwie końcówka rozgrywki pokazana z zupełnie innej perspektywy. Rzuca nieco więcej światła na zakończenie gry. Bohaterem rozszerzenia jest pułkownik Chlebnikow, ojciec małego Kiryła. Chcąc zapewnić przetrwanie synowi i innym pozostałym przy życiu ludziom, protagonista udaje się na ekspedycję, mając nadzieję na znalezienie sposobu na przetrwanie kolonii. Szczegółów nie zdradzę, ale fajnie to autorzy wykombinowali i całkiem zgrabnie łączy się ten wątek z bohaterami naszej ekspedycji.

Sam’s Story

Ten dodatek podobał mi się zdecydowanie bardziej niż opowieść o dwóch pułkownikach. W DLC poznamy historię Sama, amerykańskiego żołnierza, który znalazł się na pokładzie pociągu Aurora, by razem z Artemem i resztą ruszyć ku lepszemu światu. Sam postanowił odłączyć się od grupy, by znaleźć sposób na powrót do USA. Chce odnaleźć swoją rodzinę i sprawdzić, czy udało im się przetrwać apokalipsę. Poszukiwania drogi powrotnej zaprowadzą go do spustoszonego przez potężne tsunami Władywostoku, w którym jego umiejętności survivalowe zostają wystawione na ciężką próbę. Najfajniejszy element dodatku stanowi okręt podwodny, który trochę nawet zwiedzimy, niestety tylko w ograniczonym stopniu.

Metro Exodus to kawał rzemieślniczej roboty, chociaż nie bez wad. Jest trochę archaicznie i staroszkolno. Mimo to dobrze się bawiłem i wyczekuję kolejnej części, która ponoć jest już w drodze.

Metro Exodus

170 PLN
8.5

Grafika

9.0/10

Udźwiękownie

8.0/10

Muzyka

8.0/10

Grywalność

9.0/10

Plusy

  • Grafika robi robotę
  • Udźwiękowienie również
  • Elementy korytarzowe
  • DLC nieco rozwijające historię

Minusy

  • Nieco toporna
  • Trochę siermiężna
  • AI
  • QTE
  • Artem nadal milczy

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button