Rzut okiem po latach na...

Spec Ops: The Line – recenzja

Spec Ops: The Line dorwałem na jakiejś promocji. Sprawdziłem średnią ocen – w granicach 7.5, pomyślałem więc czemu nie, i zakupiłem. Nie spodziewałem się niczego rewelacyjnego ale sądziłem, że tytuł ten zagwarantuje mi niezgorszą rozrywkę przy której można odstresować sobie niezbyt udany dzień w pracy. Niestety nie wszystko tu zagrało jak należy.

Sam początek gry dał mi podstawę by sądzić, że będę miał do czynienia z niebanalną i ciekawie prowadzoną rozgrywką. Już w pierwszych minutach gry odkrywamy zmasakrowane szczątki ludków z zaginionego oddziału, który mamy odnaleźć. Krótki przerywnik filmowy jest sugestywny do tego stopnia, że mamy coraz większą ochotę znaleźć winnych masakry i rozsmarować ich po glebie. Chwilę później jest jeszcze jedna fajna scena, kiedy nasz skromny oddział wpada w zasadzkę…

I w tym miejscu praktycznie fajne smaczki, które miałem nadzieję będą się tu i ówdzie pojawiać, niestety się kończą. Im dalej w las i im bardziej poznawałem fabułę, tym większego facepalma zaliczałem. Już się cieszyłem, że trafiłem na niebanalną historię. Ale gdzie tam. Jest ona niestety słaba. Na dodatek prowadzona tak, że pod koniec zaczynałem się w tym wszystkim gubić. Ktoś chyba chciał na siłę zrobić coś nieszablonowego, innego, przez co przekombinował i wyszło mu coś niezbyt strawnego, na dodatek nudnego. Chociaż zdarzają się lepsze momenty.

Jak na przykład ten, kiedy bawimy się białym fosforem pokrywając nim całą bliższą i dalszą okolicę. Okazuje się, że podejmowane przez nas działania nie zawsze są słuszne. Fajny moment, pozwalający zastanowić się nad bezsensem wojny. Ogólnie cała ta gra jest jakaś taka anty-wojenna, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Szkoda tylko, że jest to pogrzebane przez momentami spierdzieloną mechanikę i bzdurną fabułę, przez co tytuł zamienia się w kolejną strzelankę na szynach.

Jak na railshooter przystało brak tu kilku dróg prowadzących do celu. Jest jedna słuszna, którą podążamy. Mapy też nie są jakieś specjalnie wielkie. Jedyna ich głębsza eksploracja sprowadza się do odkrywania umieszczonych w ciemniejszych kątach skrzyń z amunicją.

SpecOpsTheLine 2015-07-01 21-03-57-46

A teraz o tym co mnie najbardziej irytowało. Pierwsza rzecz to system osłon. Nie wiem co trzeba być za ułomkiem, żeby tak to zaprojektować. Kto bowiem wymyślił, żeby za bieganie i przyklejanie się do osłon odpowiadał jeden przycisk? Jak mnie to niemożebnie irytowało, kiedy koło mnie lądował granat, próbowałem ratować się ucieczką, i kończyłem zwykle przyklejeniem do najbliższej ściany. Do tego gutek którym sterujemy ma tendencję do biegnięcia jeszcze chwilę po puszczeniu klawisza ruchu. Skutkuje to tym, że przez tą krótką chwilę nie reaguje na nasze komendy, często biegnąc nie w tę stronę w którą chcemy. Nosz kur… Czy nie można było tego rozwiązać lepiej? Podobnie był zrobiony system w stareńkim Gears of War, ale tam to działało zdecydowanie lepiej. Już nie wspominając, że ten sam klawisz odpowiadał za bieganie, przyklejanie się do osłon i przeskakiwania nad nimi. Tutaj za przeskakiwanie co prawda odpowiada dodatkowy przycisk ale i tak nie ratuje sytuacji. Chyba, że wróg jest za przeszkodą, wtedy przy jej przeskakiwaniu możemy mu pokazać numer buta z bardzo bliska – to mi się podobało. Podobnie jak dobijanie bez żadnych skrupułów leżących wrogów. Wszystko to jednak za mało i nie w pełni rekompensuje irytację.

To jednak nie zirytowało mnie na tyle, na ile zirytowała mnie kolejna rzecz. Wymuszanie na graczu zmiany poziomu trudności. Ponieważ nie jestem niedzielnym graczem zwykle wybieram w nowszych grach poziom trudności wyższy niż Normal (który obecnie można tłumaczyć sobie jako Casual Gamer), zazwyczaj nazywający się Hard (który jest jakby nie było odpowiednikiem Normal Gamer, który teoretycznie powinien być zaprzeczeniem poziomu Easy – czyli Noob Casual Gamer – zrobiony chyba specjalnie dla wszystkich ułomków z refleksem ślimaka). Więc skoro wybieram poziom Hard znaczy to ni mniej ni więcej, że mam ochotę na bardziej wyzywającą rozgrywkę. Tylko co z tego, skoro gra po którejś mojej śmierci na danym etapie sugeruje mi zmianę poziomu trudności wielkim komunikatem, który muszę dodatkowo zamykać by przejść do wczytania ostatniego checkpointa? Dlaczego taka informacja nie może pojawić się subtelnie w podpowiedziach, tylko od razu na cały ekran – Jesteś debilem, chcesz zmienić poziom trudności? A skoro wybrałem już ten Hard to po zobaczeniu po raz któryśdziesiąty tego komunikatu serio zaczynam czuć się jak debil, którego trzeba uszczęśliwić na siłę. Tym bardziej nie rozumiem takiego rozwiązania skoro system podpowiedzi w grze istnieje – podczas ładowania etapu możemy poczytać trochę bzdetów i to między nimi moim zdaniem powinno się znaleźć (i faktycznie taka informacja się znajduje, która mniej więcej brzmi – W każdej chwili możesz zmienić poziom trudności przechodząc do opcji). No chyba, że twórcy wyszli z założeniem, że tego nikt nie czyta więc zrobią inaczej – tak żeby każdy zauważył. W takim na przykład Dying Light jest to zrobione właśnie w ten sposób – w podpowiedziach wyświetlających się podczas ładowania znajduje się sugestia zmiany poziomu trudności.

SpecOpsTheLine 2015-07-01 20-47-07-44

Grę udało mi się skończyć w 14 godzin i uważam to za całkiem niezły wynik. Większość ówczesnych tytułów fps można by było w tym czasie skończyć ze dwa razy, bądź nawet trzy. Tytuł praktycznie na raz. Jako, że można obecnie zgarnąć po promocji za bezcen to tym bardziej warto, gdyż w sumie będzie to niezła odskocznia od wszystkich CoD czy innych MoH, bo klimat tutaj jest zupełnie inny. Produkcja dobra, choć nie rewelacyjna. Nie ustrzegła się wpadek i technicznych niedoróbek, ale po promocji brać warto. Na kilka wieczorów wystarczy.

Jest jeszcze jedna rzecz warta omówienia. Tryb multiplayer. Zapewne jest świetny. Niestety nie udało mi się go przetestować bo nikt w niego nie gra. No prawie nikt. Jednego chętnego znalazłem i zagrałem jeden na jednego. Wypowiadać się na jego temat nie będę (trybu, nie gracza), bo to tak jakbym go nie przetestował, w dodatku przez większość czasu się szukaliśmy, a strzelaliśmy sporadycznie; cóż uroki grania 1 on 1 na dużej mapie.

SpecOpsTheLine 2015-07-01 19-56-33-500
Po 20 minutach czekania ktoś się jednak dołączył – meczu jednak nie dokończyliśmy bo gra postanowiła się wysypać.

Spolszczenie

Nie wiedzieć czemu ale gra nie została oficjalnie przetłumaczona na nasz ojczysty język. Wina zapewne leży po stronie dystrybutora, który przeliczył sobie bilans strat i zysków i mu wyszło, że się nie opłaca. No cóż. Dali radę za to tłumacze z ekipy Iron Squad – bardzo dobra robota panowie. Trzyma poziom. Większych wpadek językowych nie stwierdziłem. Do tego jest bardzo klimatyczne.

Spec Ops: The Line

Platforma: PC / PS3 / Xbox 360 / Linux / Mac OS
7

GRAFIKA

8.0/10

MUZYKA

6.5/10

GRYWALNOŚĆ

6.5/10

Plusy

  • Fajna opowieść przynajmniej na początku
  • ukazanie bezsensowności wojny
  • ładne widoki
  • długość gry
  • gitarowa muzyka...

Minusy

  • poniekąd zmuszanie do zmiany poziomu trudności
  • słaba fabuła
  • system osłon
  • jedna droga prowadząca do celu
  • ... niestety przez większą część czasu taka sobie
Tags

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button
Close