Relacje

Słowacja wakacje 2019 – nasz urlop

W tym roku na urlop wybraliśmy się na Słowację. Naszym głównym celem był Słowacki Raj. Jak to jednak często bywa, plany sobie, a rzeczywistość sobie. Ale co pozwiedzaliśmy, to nasze. Po powrocie do domu doszliśmy nawet do wniosku, że tak intensywnie to my jeszcze nie wypoczywaliśmy.

Za bazę wypadową i noclegową obraliśmy małe miasteczko Hrabušice, leżące w bliskim sąsiedztwie Słowackiego Raju. Do najbliższego ośrodka turystycznego — Podlesok, gdzie znajdują się wyjścia na szlaki mieliśmy pół godzinki spacerkiem – po pierwszej wyprawie okazało się, że najlepszym wyjściem jest podjechanie ten kawałek autem i zostawienie go na parkingu pod ośrodkiem. Szkoda było tracić czas na półgodzinny spacer ulicą, tym bardziej że  nie było chodników i poboczy, do tego dość spory ruch aut, autobusów czy tirów z belami drewna.

Szlaki górskie.

  • Sucha Bela (Słowacki Raj)

Ten szlak poszedł na pierwszy ogień – na mapie wyglądał dość niewinnie, ot dwie godzinki w górę z atrakcjami w postaci drabinek i kładek, a potem na luzie półtorej godzinki powrót. Cała trasa zabrała nam godzin sześć. Po pierwsze, byliśmy nierozchodzeni – dwóch informatyków wstało od biurka i poszło w góry, więc tempo było takie sobie. Po drugie, przy drabinkach tworzyły się zatory (chociaż im dalej tym było bardziej pusto). Po trzecie, do Raju przyszliśmy na piechotę z miejscowości, w której mieszkaliśmy, co oznaczało dodatkowe pół godziny marszu asfaltem w jedną stronę. Dolina sama w sobie ok – kładki, drabiny i łańcuchy sprawiają sporo frajdy (chociaż niektóre elementy proszą się o wymianę – nie raz przechodziliśmy przez drewnianą kładkę, w której brakowało stopni albo wspinaliśmy się po drabinie, która odchodziła od skały). Idzie się dnem potoku, więc dobre buty są nieodzowne. Powrót to półtorej godziny marszu szutrówką przez las, czyli nuda. Na górze można wypożyczyć rower i skrócić ten czas do pół godziny (cena: 7,5 euro), ale nie skusiliśmy się.

  • Przełom Hornadu (Słowacki Raj)

To drugi, obok Suchej Beli, najbardziej reklamowany szlak Raju, który obiecuje przejścia kładkami ponad nurtem rzeki. I faktycznie są takie przejścia, ale niestety wcale dużo ich nie ma. Przeszliśmy większość tego szlaku (od Podlesoka do Letanowskiego Młyna) i momenty z tymi kładkami były trzy albo cztery. Reszta szlaku to ścieżka wzdłuż potoku, często opatrzona stromymi skalistymi podejściami i łańcuchami, na drodze spotkaliśmy też kilka chwiejnych mostków, bo szlak biegnie raz jednym, raz drugim brzegiem. Trasa ładna, ale chyba oczekiwałam czegoś innego. Na powrót wybraliśmy żółty szlak, biegnący równolegle do niebieskiego (którym podążaliśmy wcześniej). Najpierw jest podejście, a potem przez większość czasu idziemy “po prostym”, z wyjątkiem końcówki, w której mamy kilka zejść i podejść. Po drodze mijamy punkty widokowe, z których możemy podziwiać Hornad z góry (szkoda że akurat trafiliśmy na deszcz) i kilka innych punktów, jak Gackowa Diera. Krajobrazy nieco przypominały mi te pienińskie. Cała wycieczka na pewno ciekawa, chociaż oczywiście znów szliśmy dłużej niż przewidywała to mapa.

  • Szczyrbskie Pleso + Popradzkie Pleso (Tatry)

Trzecia górska wycieczka była krótka, bo taka miała być – na popołudnie zapowiadano deszcz z opcją burzy, i chcieliśmy się wyrobić z całą trasą przed. Pojechaliśmy więc do Szczyrbskiego Plesa i stamtąd czerwonym szlakiem ruszyliśmy na Popradzkie Pleso. Droga w sumie prosta i przyjemna, z pięknymi widokami na Wysokie Tatry. Po dotarciu na miejsce okazało się, że ciemne chmury już się zbierają nad pobliskimi szczytami, więc, zamiast rozkoszować się widokami, była tylko krótka przerwa na wafelka, wodę, kilka fotek, i ruszyliśmy w drogę powrotną (z burzami w górach nie ma żartów). Po powrocie na dół okazało się, że pogoda tam jest całkiem inna – przyjemnie słoneczna, postanowiliśmy więc zrobić sobie spacer dookoła Szczyrbskiego jeziora (około godziny niespiesznym tempem).

BTW, wstęp do Słowackiego Raju jest płatny 1,5 Euro od osoby za dzień.

W przerwach między zdobywaniem szlaków górskich, kiedy nie pozwalała na to albo nasza kondycja, albo pogoda zwiedzaliśmy

Jaskinie

Zdjęć z jaskiń nie mamy, bo za możliwość cykania fotek trzeba zapłacić dodatkowe 10 euro.

  • Dobszyńska jaskinia lodowa

Prawdopodobnie jedna z najbardziej znanych słowackich jaskiń, i najbardziej obleganych – leży niedaleko Słowackiego Raju i jest wpisana na listę UNESCO. Jaskinia leży około pół godziny piechotą od parkingu, a jej zwiedzenie zajmuje kolejne około pół godziny. Według oficjalnych informacji wejścia są co godzinę od 9 do 16, ale przy takim natłoku ludzi jaki tam jest byłoby to nierealne – kolejne grupy wpuszczają co 10 minut. Jaskinia ciekawa, ale nie powiem, żeby zrobiła na mnie jakieś specjalne wrażenie.

  • Czas zwiedzania: ok 30 min
  • Wstęp: 8 Euro
  • Ochtińska Jaskinia Aragonitowa

Ta jaskinia również widnieje na liście UNESCO, ale tłumu turystów tam nie ma. Przygodę zaczynamy w zielonym okrąglaku z lat ’70 (co widać, słychać i czuć w tym miejscu). Betonowym korytarzem, rodem ze schronu czy bunkra, docieramy do głównej atrakcji – jaskini z charakterystycznymi, białymi naciekami, które mi się kojarzyły z morskimi stworzeniami (możecie sobie popatrzeć tutaj). Zdecydowanie ciekawa wycieczka.

  • Czas zwiedzania: ok 30 min
  • Wstęp: 6 Euro
  • Jaskinia Ważecka

Tu z kolei zobaczymy bardziej tradycyjne formy, takie jak stalaktyty i stalagmity, ale żeby nie było za nudno – jaskinia ta służyła za schronienie niedźwiedziom jaskiniowym, i autentyczny szkielet takowego spotykamy podczas zwiedzania. Jeśli będziecie w okolicy Popradu to warto tu zajrzeć. Jaskinia leży praktycznie przy samym parkingu.

  • Czas zwiedzania: ok 30 min
  • Wstęp: 5 Euro
  • Jaskinia Beliańska

Do tej jaskini pojechaliśmy ad hoc, bo “podobno ładna” i niedaleko, nie mając pojęcia, na co się piszemy. Powiem krótko: 874 schody, czas zwiedzania 70 minut. Ale wiecie co? Warto. Zdecydowanie warto. Jaskinia jest OGROMNA i robi niesamowite wrażenie, zarówno swoimi rozmiarami, jak i tym, co w niej znajdziemy. Można sobie pooglądać zdjęcia, ale one zupełnie nie oddają klimatu. Trzeba tam pójść i samemu to zobaczyć. Jeśli będziemy jeszcze kiedyś w okolicy to ja bardzo chętnie pójdę tam drugi raz.

  • Czas zwiedzania: ok 70 min
  • Wstęp: 8 Euro

W międzyczasie będąc na małych zakupach skoczyliśmy do

Zoo w Spiskiej Nowej Wsi

Jest małe (można je obejść w godzinę-półtorej), ale fajne o tyle, że zwierzaki są blisko i można się im naprawdę dobrze przyjrzeć – od surykatki czy kapibary dzieliła nas tylko siatka.

Nie samymi szlakami i jaskiniami człowiek żyje. Czasem przydałoby się coś zjeść, a więc wyskoczyć na jakieś

Zakupy

Podczas wizyty na Słowacji odwiedziliśmy dwa duże sklepy – sieciówki. Głównie w poszukiwaniu tamtejszych produktów – w szczególności słodyczy. Na pierwszy ogień poszła Billa, w której to za wielkiego wyboru niestety nie było. Coś tam jednak nam się udało zakupić.

Drugim sklepem jaki odwiedziliśmy był Kaufland w Popradzie i to był strzał w dziesiątkę. Mieli chyba wszystkie możliwe rodzaje Kofoli (to taka ichniejsza cola). Fajną sprawą było to, że wszystkie produkty Słowackie były odpowiednio oznaczone (dlaczego u nas w sklepach tak nie ma?). Łatwo się więc było zorientować co i jak.

Tags

Alexandretta

Kobieta gracz, która wie czego chce i dąży zawsze do tego by osiągnąć swój cel. Po godzinach pracy, z zapałem i piekielnymi ognikami w oczach biega po lochach i tłucze bogu ducha winne zombie i inne szkielety. Miłośniczka wszelkiej maści cRPG z wielką ilością współczynników, w których czuje się najlepiej. Notoryczne problemy z wyborem klasy i rasy bo wszystko jest fajne... W chwilach zwątpienia zatraca się przy dźwiękach mieczy, roztrzaskiwanych tarcz i okrzyków bojowych, słuchając wiking metalu z zimnej, niegościnnej, odległej Skandynawii. Czasem zdarzy jej się pograć w jakąś strategię bądź nawet w FPP, ale tylko na easy, żeby nie psuć sobie niepotrzebnie nerwów.

Related Articles

Back to top button