Main menu

Interstellar – czyli jak nie powinno się latać w kosmos

Ziemia obumiera, plony są wyniszczane przez kolejne choroby, szaleją burze pyłowe, zmienia się skład atmosfery; nasza planeta przestała być przyjaznym miejscem i w przeciągu kilkudziesięciu lat ludzkość prawdopodobnie wyginie na skutek głodu i chorób. Chyba że coś wymyśli…

Na plus zdecydowanie zasługuje ogólna koncepcja filmu – poszukiwanie nowego domu, nowej planety do zasiedlenia i problemy z tym związane. Mamy tu też element humorystyczny w postaci robota TARS, kilka niezłych scen rodem z kina akcji… i w zasadzie to tyle, co można dobrego powiedzieć o tej produkcji.

Początek filmu jest przede wszystkim za długi, rozwleczony i usiany dziwnymi akcjami które niczego nie wnoszą, a całość sprowadza się do tego: „jest źle, będzie jeszcze gorzej”. Ale nagle pojawia się światełko w tunelu, hurra, jest możliwość uratowania ludzkości. Że naukowcy przedstawiający swój genialny plan są kompletnie nieprzekonujący, to już inna sprawa.

No dobra, przetrwaliśmy to, lecimy w kosmos mając nadzieję, że zaraz zacznie się ciekawiej. Po pierwsze, nasz bohater prosto z pola zostaje wpakowany w statek kosmiczny. A jakieś przygotowania, szkolenia, ćwiczenia? Nic, zero. Dwa zdania na temat co macie robić i pa pa. Po drugie, nie wiemy kto jest na pokładzie statku i dlaczego akurat on/a (tyle tylko że to „wybitne jednostki, chluba społeczeństwa” czy coś w tym stylu), nie wiemy jak się nazywają, czym zajmują i jakie mają zadania.

Jeśli macie nadzieję, że dalej sytuacja się poprawi – przykro mi, nic z tego. Postaram się nie spoilerować, ale chyba nie będziecie zaskoczeni jak powiem, że ten czy tamten ginie w trakcie misji (w którym filmie nie ginie?). I nie byłoby w tym właściwie nic złego, gdyby nie reakcja reszty załogi. To znaczy jej brak. Dosłownie. Garstka ludzi tysiące lat świetlnych od domu, ktoś ginie, a oni nie okraszą tego zdarzenia nawet słowem komentarza. WTF?

Warto również zwrócić uwagę na kilka innych, mocno irytujących elementów. Na przykład nikt nic nie je. W kosmosie pożywienie to, zaraz obok zapasów powietrza i wody, podstawowa rzecz. A tu przez 3 godziny ani słowa o tego typu sprawach. Dalej, nie widać żadnych procedur czy ustalonego planu działania – ot, ludzie dostali statek, róbta co chceta tylko uratujta nas. W trakcie misji naukowcy zachowują się jak przystało na idiotów, nie naukowców. Przypomina mi się w tym momencie biolog (bodajże) z „Prometeusza”. Zamiast podejść do problemu w analityczny sposób, to wydziwiają i pada stwierdzenie w stylu „olać dane, jakieś przeczucie ciągnie mnie na tą planetę, polećmy tam, a tak w ogóle miłość to może piąty wymiar”. Przepraszam bardzo, to ma być ekipa od ratowania świata? Trzy, kompletny brak relacji między członkami załogi. Są, bo są, coś gadają (tłumaczą sobie nawzajem podstawowe sprawy związane z czarnymi dziurami, czasem i przestrzenią, ale czynią to jakby zwracali się do przedszkolaków, a nie inteligentnych i wykształconych przecież ludzi), coś robią, ale brak w tym wszystkim jakiejś celowości. W ogóle odniosłam wrażenie, że załoga składa się z dwóch grup: pierwszej, która zawiera jedyne dwie postaci o których wiemy cokolwiek, oraz drugiej – pozbawionego znaczenia wypełniacza. Raz czy dwa miałam też wrażenie, że bohaterowie odnoszą się do dialogów, których nie było (np sprawa Amelii i Wolfa).

Muzyka w filmie jest nierówna. Są momenty, że wszystko świetnie gra, ale jest i kilka takich, gdzie muzyka bardziej przeszkadza niż pomaga i jest zwyczajnie za głośna (na początku myślałam, że to może wina sali kinowej, ale nie tylko ja zwróciłam na to uwagę, więc po prostu ten film tak ma). Plus za brak dźwięków w scenach pokazujących statek z zewnątrz, z kosmosu (przypominam, że w próżni dźwięk nie rozchodzi się).

Film zapowiadał się na niezłe science-fiction. Po raz kolejny – nic z tego. Za dużo fiction i pseudofilozoficznych gadek oraz przekombinowanie niektórych akcji (porozumiewanie się z córką – WTF?), za mało science (o wiele za mało jak na tego typu projekt). Kilka ewidentnych głupot, których jako osoba nieco obeznana z tematyką kosmosu nie potrafię wybaczyć (np czarna dziura). Naprawdę wiele rzeczy mnie w tym filmie irytuje, i już podczas seansu zaczęłam sobie odhaczać, co jest nie tak. Mam wrażenie, że ktoś bardzo chciał nakręcić epicki film o kosmosie, ale zupełnie nie wiedział, jak się do tego zabrać. Na dodatek właściwie niczego nie wyjaśniająca końcówka. „Interstellar” wypada źle, panie i panowie, po prostu źle.

2_szkoda_czasu

Kobieta gracz, która wie czego chce i dąży zawsze do tego by osiągnąć swój cel. Po godzinach pracy, z zapałem i piekielnymi ognikami w oczach biega po lochach i tłucze bogu ducha winne zombie i inne szkielety. Miłośniczka wszelkiej maści cRPG z wielką ilością współczynników, w których czuje się najlepiej. Notoryczne problemy z wyborem klasy i rasy bo wszystko jest fajne... W chwilach zwątpienia zatraca się przy dźwiękach mieczy, roztrzaskiwanych tarcz i okrzyków bojowych, słuchając viking metalu z zimnej, niegościnnej, odległej Skandynawii. Czasem zdarzy jej się pograć w jakąś strategię bądź nawet w FPP, ale tylko na easy, żeby nie psuć sobie niepotrzebnie nerwów.

Słów kilka o co chodzi

Napograniczu.net to gry, planszówki, filmy, książki, wydarzenia z perspektywy pary po trzydziestce.

Kontakt

Chcesz się z nami podzielić ciekawym tematem?
Robisz grę i chciałbyś żebyśmy o niej napisali?

Skontaktuj się z nami:

kontakt@napograniczu.net