Rzut okiem na...

Best Month Ever! – Najlepszy Miesiąc Życia! – recenzja

Lubię gry narracyjne, szczególnie takie, które poruszają trudne tematy. Niewątpliwie do takich tytułów zalicza się Best Month Ever! wyprodukowany przez Warsaw Film School Video Game & Film Production Studio i wydany przez Klabater. Gra jest swego rodzaju przygodówką typu point-and-click, której bohaterką jest młoda kelnerka Louise samotnie wychowująca syna. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i nie zostało jej dużo czasu, być może tylko miesiąc… Postanawia więc porzucić swoje dotychczasowe życie i wraz synem Mitchem wyruszyć w podróż życia po USA lat 60.

Best Month Ever! to opowieść o ostatnich chwilach życia Louise, która postanawia za wszelką cenę znaleźć synowi nowy dom. Podczas podróży nie zabraknie wyborów moralnych, które będą miały wpływ na zakończenie gry – których łącznie jest 9. Jednorazowe przejście gry powinno się zamknąć w 3 – 4 godzinkach – po raz pierwszy napisy końcowe zobaczyłem coś po ok 3,5 godzinie gry, a w zakończeniu, które odblokowałem Mitch został twardym chłopakiem, który postanowił zrobić karierę w boksie.

Program ma  miłą dla oka oprawę graficzną. Pastelowa grafika stanowi połączenie czegoś pomiędzy agresywnym i kanciastym stylem przerywników z Interstate 76, a cellshadingiem użytym chociażby w Road 96. Ładnie się to prezentuje i pasuje do stylu gry. Postaci są trochę rozmazane, grafika jest miejscami nieostra ale spodobał mi się ten osobliwy sznyt. Jest to na pewno jedna z ciekawiej prezentujących się gier pod względem wizualnym. W parze z tym stylem graficznym idzie bardzo ładne udźwiękowienie. Przygrywająca muzyka nawiązująca do klasyki jazzu lat 60 stanowi miłe dla ucha tło dźwiękowe. Bardzo dobrze brzmią także wszystkie voiceovery – nie ma tu wrażenia, że coś nie gra, albo niektóre dialogi brzmią jakby były nagrane na siłę bądź za karę.

Jak to w przygodówce jest tu sporo klikania. Jednakże nie klikamy bezmyślnie na wszystkim. Interaktywne elementy są z góry określone i zaznaczone markerami. Niestety są one małe, przez co strasznie upierdliwe jest ich klikanie. Czasem gra też nie rejestruje kliknięcia – szczególnie gdy postać jest zbyt daleko od markera – czasem trzeba klikać w nie po kilka razy by gra w końcu zarejestrowała kliknięcie. Strasznie jest to upierdliwe, szczególnie w QTE, których jest tutaj troszkę. Co stanowi także dla mnie drugą upierdliwość, bowiem te wszystkie QTE są niepotrzebnie wciśnięte. Nie dość, że nic nie wnoszą do rozgrywki, to mam wrażenie, że zostały dodane na siłę w celu przedłużenia tej i tak krótkiej gry. Całe szczęście są opcjonalne i można je wyłączyć z poziomu opcji.

Gra porusza kilka ciężkich tematów. Jest tu rasizm – ba, w grze padają nawet słowa kolorowy, murzyn, czarnuch, itp. Są co prawda wygwiadkowane, zapewne żeby nie oburzać za bardzo snowflaków, ale każdy ogarnięty gracz będzie wiedział o co chodzi. Mordowanie murzynów przez białych gości w szatach Ku Klux Klanu. Ksiądz, przyjaciel rodziny, który okazuje się pedofilem lubującym się w pchaniu łap małym dziewczynkom pod sukienki. Stany lat 60 to nie były różowe lata.

Jednorazowe ukończenie gry zajęło mi nieco ponad 3 godziny. Czy jednak poświęcę temu tytułowi kolejne godziny żeby odblokować resztę zakończeń? Raczej nie. Mimo zapowiadanych wyborów moralnych to gra na raz, a podchodzenie do niej kolejny nie zrekompensuje mi zupełnie czasu. Co miałem widzieć już widziałem. Wybór innych ścieżek dialogowych jedynie pozwoli poznać inne zakończenia, jednakże bez względu na ich wybór historia i tak potoczy się tak samo utartą ścieżką.

Gra została zrobiona przez studentów z Warsaw Film School Video Game & Film Production Studio. Niestety po studentach w filmówki obiecywałem sobie więcej. Tym bardziej, że opowiadana w grze historia jest jej najsłabszym ogniwem. To nie jest zła gra, ale mam wrażenie, że potencjał został nieco zmarnowany. Ogólny pomysł był ciekawy, ale zabrakło moim zdaniem pomysłu na sensowny gameplay. Prosta historia, krótkie dialogi, żadnych wyszukanych środków stylistycznych, ot typowy średniak, o którym w kilka dni po ograniu już zapomnimy.

W grę zagraliśmy na PC dzięki Wydawcy.

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button