Rzut okiem na...

Road 96 – recenzja

Czyżby największe zaskoczenie roku?

Pisząc te słowa słucham sobie muzyki z Road 96, wspominając przygodę, którą właśnie zakończyłem. Tylko czy aby na pewno dokonałem prawidłowych wyborów? Co by się stało gdybym w tym czy innym miejscu wybrał inaczej? Jak wtedy potoczyłaby się historia? Kogo bym spotkał na swojej drodze?

Road 96 najprościej można opisać jako grę drogi. Z niespiesznym tempem, masą dialogów, ot, podobnie jak u Tarantino. Jako nastolatek wyruszamy w podróż życia, u której kresu jest granica i wizja ucieczki z komunistycznego kraju – Petrii, w którym nie ma przyszłości dla młodych.

W podróż ruszymy na piechotę, autobusem, stopem, taryfą albo skradzionym autem. Wszystko zależy od dostępności środków lokomocji oraz od naszych środków finansowych. Niestety nie ma nic za darmo, wszystko kosztuje, przez co jednym z najważniejszych zdań w grze będzie zdobywanie funduszy. Program daje kilka możliwości rozwiązania tej kwestii. Można żebrać i próbować wyciągnąć nieco gotówki od spotykanych ludzi, imać się drobnych robót, za które wpadnie nieco grosza albo zaglądać w zakamarki, skrzynki, szafki czy inne śmietniki w poszukiwaniu drobniaków.

Żeby za łatwo nie było, nasz protagonista posiada pasek wytrzymałości, o który należy dbać. Długa wędrówka szosą, albo wykonywanie niektórych aktywności może go bardzo nadwyrężyć. Jej poziom należy więc uzupełniać jedząc, pijąc, bądź korzystając z wypoczynku, w przeznaczonych do tego miejscach jak motele czy przyczepy. Niestety taka przyjemność jest kosztowna, ale z drugiej strony przywraca najwięcej punktów wytrzymałości. Jeśli nas nie stać na taką rozrzutność, albo nie pozwala na to nasze wrodzone skąpstwo, możemy skorzystać z kartonu, albo zgniłego jedzenia. Trzeba mieć jednak na względzie, że te ostatnie rozwiązania przywrócą nam tylko część paska energii.

Road 96 daje nam możliwość zdobycia kilku ciekawych umiejętności, które ułatwią grę. I tak na przykład możemy uzyskać umiejętność hakowania, czy otwierania zamków, a znalezienie pewnej karty uaktywni dotąd niedostępne opcje dialogowe z przedstawicielami władzy. W sumie do odblokowania jest 6 zdolności. Co istotne raz odblokowane będą dostępne także w kolejnych próbach przedarcia się przez granicę.

Zgadza się, próbach. Cała gra składa się z łącznie sześciu takich prób – jedna próba to jeden rozdział. W każdym z nich sterujemy innym nastolatkiem. Różni ich odległość do granicy, ilość drobniaków w kieszeni oraz poziom kondycji. Próby wcale nie musi się skończyć sukcesem. Taka podróż życia przez niezbyt przyjazny kraj to nie jest łatwa sprawa i może się skończyć na kilka różnych sposobów. Mogą nas zabić, aresztować i wywieźć do obozu pracy. Możemy też paść gdzieś po drodze z wycieńczenia, albo zginąć u celu naszej podróży – na granicy. Wszystko zależy tutaj od tego, którą z dostępnych dróg wybierzemy.

Gra jest rysowana cell shadingową grafiką, do której na początku ciężko mi było się przekonać. Jakoś zupełnie nie pasowała mi do tej koncepcji. Postaci są nieco karykaturalne, wręcz przerysowane, podobnie jak cały ten koncept, w dodatku kreskówkowa grafika kojarzy mi się z mniej poważnymi grami. Ten specyficzny sznyt dodaje jednak nieco uroku i sprawia w ogólnym rozrachunku, że ta wizja artystyczna jest nad wyraz spójna. I to nie tylko graficznie, ale również i muzycznie.

Najciekawszą mechaniką gry jest jej nieliniowość i modułowość. Za każdym razem, kiedy zaczynamy wędrówkę do kolejnej lokacji, ta jest losowana. I tak decydując się na podróż taksówką możemy trafić na szaleńca, który będzie chciał nas zabić. Decydując się na autobus możemy trafić na spięcie pomiędzy pasażerami, którzy gotowi będą pójść ze sobą na noże. Równie dobrze na wymienione sytuacje możemy w ogóle nie trafić podczas pierwszego przejścia i zobaczyć je dopiero zaczynając kolejną przygodę w New Game Plus.

Przez grę przewija się trochę zagadek logicznych. Żadna z nich jednak nie przysporzyła mi trudności. No może poza quizem w rodzaju milionerów, w którym musimy zdać egzamin na to czy nadajemy się na złodzieja, odpowiadając na serię podchwytliwych pytań. Zagadki to chyba jedyny zgrzyt, coś do czego mógłbym się na siłę doczepić – są zbyt banalne by mogły stanowić jakiekolwiek wyzwanie. Serio, przy większości z nich nawet nie trzeba się specjalnie wysilać, bo rozwiązanie jest oczywiste.

Podczas całej gry poznamy kilka postaci niezależnych, ale zdecydowanie jedna z nich wybija się ponad przeciętność – Zoe. Moim zdaniem kradnie całe to show. Typowa, spontaniczna, zbuntowana nastolatka, która uciekła z domu, bo miała dość ojca. Nie dość, że ma kapitalny voice acting, to jej postać jest bardzo sprawnie napisana; wszystko razem nadaje tej postaci autentyczności. W ogóle większość postaci, jak nie wszystkie, są świetnie napisane, mają fenomenalny voice acting i wypadają bardzo naturalnie.

Jedną z największych zalet Road 96 jest muzyka, która jest G E N I A L N A. To taki miks elektroniki, popu, ambientu i rocka, który stanowi na prawdę świetne tło. Cud miód i orzeszki. To jedna z tych ścieżek dźwiękowych, do których będę wracał z przyjemnością. BTW, OST jest do dostania na platformach dystrybucji cyfrowej (GOG, Steam) oraz w formie fizycznej na winylu.

Road 96 przy pierwszym podejściu zajęła mi coś koło 8 – 10 godzin. Zrobiłem ją w sumie na dwa wieczory, z czego pierwszy z nich zrobił się dość długi, bo przy grze przesiedziałem do późnych godzin nocnych. Nie mogłem się nasycić tą historią, a tym bardziej jej przerwać. Siedziałem więc do momentu, aż organizm nie zaczął się buntować i kategorycznie żądać snu 😊

Tę grę będę długo pamiętał. To jedna z tych pozycji, których szybko się nie zapomina, jedna z tych historii, które na długo zapadają w pamięć. Podobna kwestia dotyczy postaci napotkanych w trakcie wędrówki. Jedne z nich polubimy, inne nie, a jeszcze inne znienawidzimy i najchętniej dalibyśmy im w mordę. Ich motywacje są jasne, czytelne – oczywiście gdy tylko bliżej poznamy ich historie. Te są, podobnie jak w życiu, trochę śmieszne, trochę straszne, a niektóre wręcz przerażająco smutne.

PS.

Gra ma tryb New Game Plus, który daje możliwość poznania wszystkich pozostałych wątków fabularnych, których nie odkryliśmy podczas pierwszego podejścia. Nową grę zaczynamy ze wszystkimi do tej pory odblokowanymi umiejętnościami, co nieco ułatwia start. Ponieważ gra za każdym razem losuje miejscówki na które trafimy, druga próba podejścia będzie wyglądała nieco inaczej. Możliwe więc jest, że trafimy na takie, na które nie trafiliśmy przy pierwszym podejściu.

PS2.

Gra w końcu dostała polskie tłumaczenie.

Road 96 69.96 zł
  • Grafika - 8/10
    8/10
  • Udźwiękownie - 8/10
    8/10
  • Miodność - 9/10
    9/10

Podsumowując

Miła to była przygoda, będę ją długo pamiętał. To jedna z tych pozycji, których szybko się nie zapomina.

To także historia z tych, które na długo zapadają w pamięć.

 

 

Overall
8.3/10
8.3/10

Pros

  • Modułowość
  • Nieliniowość
  • Napotykane postaci
  • Historia
  • Świetna ścieżka dźwiękowa

Cons

  • Trochę zbyt proste zagadki

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button