Rzut okiem na...

Hell Architect – pierwsze wrażenia z zarządzania piekłem

Hell Architect szybko zdobył moje czarne serduszko. Mało jest bowiem gier na rynku, które dają możliwość stworzenia swojego własnego piekiełka i radosnego torturowania grzeszników.

Generalnie jest to gra ekonomiczna, w której zarządzamy kręgiem mitycznego piekła (jednego z takich, o których pisał Dante). Wydobywamy klejnoty, będące walutą, za którą kupujemy ulepszenia stawianych budynków. Główny surowiec stanowi cierpienie, które pozyskujemy z torturowanych grzeszników przy pomocy różnych i do tego zmyślnych narzędzi tortur. Im wyższy poziom (każda konstrukcja maksymalnie ma 3), tym wyższa ilość pozyskiwanego cierpienia. Żeby jednak za prosto nie było musimy dbać o grzeszników i o ich dość przyziemne potrzeby – jedzenie, picie, spanie, wypróżnianie.

Pełno tutaj czarnego humoru. Przez całą grę przewijają się czarty i diabły. Czasem będą nam pomagać zmagać się z trudnościami misji, czasem wręcz przeciwnie. Niby przez przypadek pod pozorem pomocy coś nam popsują i skomplikują wydawać by się mogło prostą sprawę.

Hell Architekt nie jest super wymagającą grą. To taka popierdółka, którą się włącza dla relaksu, by trochę połechtać swoje sadystyczne ego. W tajniki i mechaniki wprowadza gracza tutorial, który prowadzi krok po kroku, pokazuje jak co działa i jak zarządzać tym całym pierdolnikiem. Możemy go ukończyć, możemy pominąć, zlekceważyć i wrócić do niego gdy coś będzie niejasne. Opcji zabawy mamy dwie. Sandbox, w którym bawimy się na całego wszystkimi dostępnymi mechanikami i narzędziami tortur. Drugą opcją są scenariusze, czyli zestaw przygotowanych przez autorów misji, w których dostajemy sprecyzowane wytyczne i zadania. Niestety ostatnie misje to takie przynudzanie i rozciąganie na siłę czasu gry – zbierz odpowiednią ilość surowców, by „coś tam” zbudować. To „coś tam” kosztuje jakąś kosmiczną ilość surowców, a jeśli tych „cosi” musimy wybudować kilka, to zaczyna się już nudne, schematyczne i monotonne grindowanie. Całe szczęście czas można przyspieszać – dwu, a nawet trzykrotnie. Czasem to pomaga… nie usnąć.

Największą moim zdaniem bzdurką w grze jest to, że trzeba dbać o wygody grzeszników. Kuźwa. W piekle. Dbać o wygody grzeszników. To jest taki oksymoron, że nie mam pytań.

Większych bugów nie uświadczyłem. W kilku momentach przy naprawdę już rozbudowanym piekle miałem problem z niektórymi budowanymi elementami, które z jakiś niewiadomych względów nie zostały wybudowane, nie mogłem ich usunąć i wisiały takie nie wiadomo co. Jak widmo, które sobie jest, ale żadnego z niego pożytku.

Z największych minusów to najbardziej przeszkadza chyba tylko brak zdarzeń losowych oraz to, że grzesznikom nie można nadawać własnych imion.

Nie mniej bawiłem się przez jakiś czas wyśmienicie. Z biegiem czasu niestety coraz gorzej, bo rozgrywka się strasznie ślimaczyła, pomimo maksymalnego przyspieszenia czasu. Zagrać można, aczkolwiek uważam, że standardowa cena (89.99 zł.) jest nieco przestrzelona. Liczę na jakieś fajne DLC rozwijające pomysł. Tym bardziej że widać tu potencjał.

Na Steam pojawiły się głosy, że Hell Architect jest tylko biedną kopią Oxygen Not Included. Niestety nie wypowiem się na ten temat, bo nie miałem okazji zagrać, aczkolwiek po screenach i materiałach video faktycznie widać podobieństwo.

Hell Architect kupimy tutaj:

https://store.steampowered.com/app/1063980/Hell_Architect/

W grę zagraliśmy dzięki uprzejmości wydawcy.

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button