Rzut okiem na...

Carrion – recenzja

Dobre te ludki - nom nom nom

Carrion, odwrócony horror, w którym widać inspirację filmem „The Thing” Carpentera oraz serią Obcy, gdzie jako mackowato-zębiasty potwór będziemy kryć się w cieniu otworów wentylacyjnych i polować. Czas najwyższy by role się odwróciły – omnomnomnom, dobre te ludki.

Carrion jest najnowszą produkcją studia Phobia Game Studio – tych od Butchera. Nawet stylistykę ma bardzo zbliżoną. Niby pixel art, ale wyrazisty, gdzie ludki to coś więcej niż pięć pikseli. W grze przyjdzie nam sterować stworem składającym się głównie z macek i otworów gębowych, którego głównym zadaniem będzie rozwój osobisty oraz przeżycie. W znacznej większości gier to gracz jest tym dobrym i poluje na złe stwory. Carrion wyłamuje się z tego schematu sprawiając, że to my będziemy myśliwym czającym się w kanałach wentylacyjnych i innych ciemnych dziurach. Stąd też – odwrócony horror – bo to my będziemy straszyć, nie nas.

Jedzenie kluczem do sukcesu

Nasz stworek ma trzy formy rozwoju. Każda kolejna jest bardziej potężna, aż w końcu pod sam koniec gry staje się na tyle OP, że mało co jest go w stanie zatrzymać. Prawie jak to ma miejsce z Ksenomorfem. Na naszej drodze staną początkowo naukowcy, albo inni pracownicy labo – i co najwyżej mogą stanowić dla nas pożywienie. Będzie także można sobie na nich przećwiczyć możliwości ofensywne stwora. Kolejnymi przeciwnikami będą ludziki z pistoletami – nie stanowiący większego problemu, a także komandosi – często wyposażeni w miotacze ognia, które potrafią być zabójcze oraz tarcze, przez które ciężko się będzie przebić.

W większości spotkania z przeciwnikami, szczególnie tymi dobrze uzbrojonymi mogą się zakończyć nadszarpnięciem biomasy naszego stwora. Żeby ją uzupełnić trzeba będzie jeść. A z tym to jak kto sobie życzy. Ludzików do schrupania na każdym etapie jest całkiem sporo. Nie polecam jeść tylko komandosów, ci są żylaści i nie przywracają zdrowia.

Po co i dla czego?

Tak do końca to właściwie nie wiadomo. Carrion nie posiada wprowadzenia, przez co nie wiemy dokładnie co się tam wydarzyło i skąd wziął się właściwie ten stwór. Fabułę, a właściwie jej szczątki, poznamy w retrospekcjach z perspektywy ludka, który przybył do tego całego kompleksu prawdopodobnie w celu wyjaśnienia tego co się tam zadziało. Nasze zadanie z grubsza będzie polegało na wydostaniu się z placówki. Po drodze odwiedzimy kilka zróżnicowanych etapów, na których będziemy mordować złe ludki. Powalczymy także z zagadkami środowiskowymi, na które czasem trafimy, ale nie są jakoś specjalnie trudne. Chwila zastanowienia powinna wystarczyć do rozkminienia, o co chodzi. Chociaż przyznam się, że miałem dwa, trzy momenty kiedy nie bardzo wiedziałem co zrobić – przez przeoczenie jakiejś dźwigni, czy innego przełącznika. Niestety etapy są do siebie bardzo podobne. Co powoduje czasem problemy z obraniem dobrego kierunku. Brak mapy dodatkowo wszystko komplikuje do tego stopnia, że błądzenie i wracanie do już odwiedzonych miejsc staje się po pewnym czasie normą.

Ewolucja

Nasz potworek może ewoluować i zdobywać nowe umiejętności. W dodatku na każdym etapie rozwoju korzysta z innych zdolności. Wymusza to często kombinowanie ze zrzucaniem biomasy, której możemy się pozbyć tylko w określonych miejscach. Dzięki zdolnościom można na przykład dostawać się w obszary kompleksu do tej pory niedostępne.

Jedną z ciekawszych umiejętności jest przejmowanie kontroli nad ludzikiem – przydaje się do przełączania niedostępnych dźwigni. Albo jako narzędzie totalnego rozpierdzielu – na niektórych etapach stoją sobie puste mechy, w które możemy wsadzić ludka, by za jego pomocą siać spustoszenie. A jeśli dodam, że takie mechy są całkiem nieźle uzbrojone i dość wytrzymałe, to reszty chyba nie trzeba wyjaśniać.

W mroku nic nie zagłuszy odgłosów mlaskania

Muzyka przygrywająca nam w tracie rozgrywki jest… no po prostu genialna. Stanowi tak świetnie dobrane tło, że przez większość czasu nawet nie zarejestrowałem, że na każdym etapie jest inna. W dodatku zmienia się dynamicznie – w zależności od tego czy coś nas goni, czy pojawia się nowy element zagrożenia. Wszystkie odgłosy mlaskania, przeżuwania, rozrywania ofiar, rozmazywania ich po ścianach. Są… takie soczyste. Serio, tu wszystko jest tak idealnie dobrane, nagrane i zmiksowane, że nie natrafiłem na ani jeden dźwięk, który znalazłby się w tej grze przypadkiem. Mistrzostwo.

Grać czy nie grać?

Gra nie jest trudna, jej ukończenie średnio może zając 3 do 6 godzin, co jest jej największą wadą. Wszystko w zależności od tego ile dodatkowych, opcjonalnych etapów odwiedzi gracz. Ich zaliczenie nie jest wymagane, by ukończyć grę, ale przydaje się, bo na każdym z nich ukryta jest puszka, w której znajdziemy dodatkowe ulepszenie stwora. Chociaż z drugiej strony czy jeślibyśmy otrzymali drugie tyle czasu rozgrywki to Carrion nie stałby się w końcu nużący i powtarzalny? Możliwe. Ten największy minus więc jednak może wyjść na plus, bo gra nie zdąży się przez ten czas znudzić 🙂

Carrion to solidny side-scroller z niekonwencjonalną rozgrywką. Jedna z nielicznych gier, w której możemy stanąć po przeciwnej stronie barykady i siać popłoch, budzić grozę, spustoszenie, pochłaniając wszystkich tych, którzy byli na tyle lekkomyślni, by stanąć nam na drodze.

Zagraliśmy dzięki GamePass na PC

 

Carrion

71,99zł
7.8

Grafika

7.0/10

Udźwiękownie

8.0/10

Muzyka

8.0/10

Grywalność

8.0/10

Plusy

  • można straszyć
  • można pożerać ludki
  • super udźwiękowienie
  • wyśmienita muzyka

Minusy

  • brak mapy nieco utrudnia poruszanie się po etapach
  • problemy z poruszaniem się stwora po osiągnięciu jego maksymalnego rozmiaru
  • mało zróżnicowane etapy

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button