Film & Książka

Mad Max: Na drodze gniewu -recenzja

Gdy pisałem o tym filmie po raz pierwszy, nie minąłem się wiele z prawdą twierdząc, że będzie to powtórka z drugiej części. Prawie, ale nie zupełnie, aczkolwiek Fury Road bazuje na podobnym pomyśle – rozwiniętym do tego stopnia, że wyrywa człowieka z siedzenia i nie pozwala mu na nudę przez bite 2 godziny.

Tak prawdę powiedziawszy to mamy do czynienia z kolejnym rebootem. Tym razem jednak nie kompletnym. Nowy Mad Max bowiem zaczyna się w miejscu, gdzie kończyła się część pierwsza, kiedy bohater przeszedł metamorfozę z obrońcy prawa w wojownika szos walczącego o przeżycie w świecie pełnym gangów, gotowych zabić za każdy galon paliwa. Oglądamy tu świat wykreowany w części pierwszej, którego dalszą degradację mogliśmy zobaczyć w drugiej części.

Przez niemal 120 minut filmu – niemal bo zdarzają się sceny będące swoistymi przerywnikami – oglądamy pogoń Wiecznego Joe, największego badassa, za wielką ciężarówką zwaną tu Machiną. Pościg pełen jest spektakularnych scen, jak chociażby motory przeskakujące nad cysterną, gdzie tempo nie zwalnia nawet na chwilę. Nawet gdy dziewczyna zaczyna rodzić, silniki się rozpadają, trupy w koło latają, oponenci smarują zęby chromem i pędzą ile fabryka dała na spotkanie z mityczną Valhallą. Na dodatek mamy tu plejadę zapadających w pamięć dziwaków.

madmax-fury-road-max

Co ciekawe i bardzo odważne moim zdaniem jest to, że Max nie jest bohaterem tego filmu, nie gra tu pierwszych skrzypiec. Mało się też odzywa – jego kwestie głównie sprowadzają się do wypowiedzenia kilku słów. Chyba najdłuższą przemowę ma w jednej z ostatnich scen.  Ale wyszło to tylko na plus. Jak pamiętamy nie jest to przecież typ rozrywkowy, pchający się przed szereg przy każdej nadarzającej się okazji; głównie stoi gdzieś z tyłu i się nie wyrywa, nie jest typem bohatera, ani tym bardziej wzorcem do naśladowania. On tylko stara się przeżyć w tym zdegradowanym świecie. I to wszystko jest idealnie tutaj podkreślone.

Na plus zaliczyć trzeba to, że w filmie tylko ok 20% stanowią efekty specjalne CGI. Zdecydowana większość była robiona po staremu. Z ciekawostek można wymienić, że na potrzeby produkcji nakręcono ponad 300 scen kaskaderskich, przy czym wszystkie zostały wykonane na planie. Zapewne przez to film sprawia wrażenie tak autentycznego i żywego. Brak mu sztuczności jaką cechuje większość nowych superprodukcji hollywoodzkich. Kolejny plus za brak wzniosłych przemów ku pokrzepieniu serc. Nie ma tu na nie miejsca. Nie ma czasu. Trzeba gnać przed siebie by przeżyć. Albo my, albo oni – proste.

Jedną z postaci wprowadzającą trochę wątku komediowego jest piekielny, ubrany w czerwone wdzianko gitarzysta, zagrzewający do boju grą na gitarze. I to nie byle jakiej. Przypomina to skrzyżowanie gitary basowej z elektrykiem, w dodatku pluje ogniem (prawdziwym) i waży prawie 60 kilogramów. To się nazywa dbałość o szczegóły.

max3

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem scenę w której ukazano wielką ciężarówkę zbudowaną praktycznie z samych głośników, z wyżej wspominanym demonicznym gitarzystą na przedzie, z instrumentem ziejącym ogniem, od razu nasunęły mi się skojarzenia z tym co robi na scenie Rammstein:

https://www.youtube.com/watch?v=8eM2W56tv2o

Groteska? A i owszem, ale nie przesadzona na tyle, by film stał się w pewnym momencie niestrawny czy głupawy. To solidny kawał kina akcji. Może i bez super fabuły i przepełnionych patosem dialogów, za to z solidną dawką akcji od początku do końca, ilustrowaną bardzo dobrą muzyką. Wszystko to razem sprawia, że film jest kapitalnym widowiskiem w którym nie ma czasu na nudę. Takie kino akcji to ja bym chciał oglądać częściej. Wspomnieć, że bawiłem się kapitalnie to mało.

Film można podsumować w jednym zdaniu: Kobiety napędzają fabułę, cała reszta napędzana jest silnikami V8.

Miejmy nadzieję, ze kolejne części będą trzymały poziom. No i żebyśmy nie musieli na kontynuację czekać kolejne 30 lat.

What a Day! What A Lovely Day!

Film oglądaliśmy w wersji 2D.

Tags

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button
Close