Film & Książka

Endymion i Tryumf Endymiona – Dan Simmons – recenzja

Zamknięcie cyklu Hyperion

Wszystko zaczęło się na Hyperionie jakieś 300 lat temu, kiedy do grobowców czasu wyruszyła siódemka pielgrzymów na spotkanie z przeznaczeniem. Do obecnych czasów za sprawą tamtych wydarzeń i podróży przez czas powraca córka Brawne Lamii i cybryda Keatsa – Enea, której grozi wielkie niebezpieczeństwo. Według przepowiedni ma bowiem stać się nowym mesjaszem, który wyzwoli ludzkość. Oczywiście nie wszystkim się to podoba.

Po tym jakże pompatycznym wstępie możemy przejść do najważniejszego pytania – jak Endymion i Tryumf Endymiona ma się do Hyperiona? Podobnie jak tam, tak i tutaj będziemy świadkami wyprawy głównych bohaterów. Jednakże nie do Grobowców Czasu, a przez osiem planet wykorzystując do tego międzygwiezdną rzekę Tetydę stworzoną za czasów Hegemonii. Wyprawa ta początkowo wydaje się pozbawiona sensu, ale ma swoje uzasadnienie i cała historia ładnie się spina na koniec. W dodatku z niezłym twistem fabularnym. Wyśmienite zakończenie historii. Niestety Endymion już tak nie zachwyca jak Hyperion.

O co tu chodzi

Zapewne ci, którzy czytali Hyperion pamiętają historię o Dzieżbie i Grobowcach Czasu. Jeśli nie, polecam recenzję:

Hyperion – recenzja

Od wydarzeń przedstawionych w Hyperionie minęło 300 lat. Po upadku hegemonii kościół katolicki za sprawą odkrytych lata temu krzyżokształtów przejął władzę, którą sprawuje wraz ze swoim zbrojnym ramieniem – organizacją Pax. Raul Endymion – bohater powieści, zostaje uwolniony z więzienia przez Martina Silenusa (jeden z bohaterów Hyperiona) i otrzymuje zadanie – chronić jego wychowankę Eneę, która lada dzień przeniesie się z przeszłości i wyłoni w Dolinie Grobowców Czasu na planecie Hyperion. Zadanie nie będzie proste, tym bardziej, że Pax za wszelką cenę będzie chciał ją zgładzić. Enea – córka Brawne Lamii i cybryda Keatsa (których znamy z kart Hyperiona) została ogłoszona nowym Mesjaszem i ma stanowić realne zagrożenie dla organizacji PAX, kościoła oraz TechnoCentrum. Nikt jednak nie zna szczegółów i nie wie, na czym to zagrożenie ma polegać. W pościg za dziewczynką i jej opiekunem Raulem wyrusza doborowy oddział żołnierzy na czele z ojcem-kapitanem de Soyia – dla którego ta misja w późniejszym czasie stanie się obsesją.

Tak w skrócie przedstawia się historia opisana w książkach. Niestety odbiega ona nieco (właściwie to sporo) od rozmachu, z jakim mieliśmy do czynienia w Hyperionie. Tam historia była zdecydowanie bardziej epicka. Tutaj niby nie jest źle, ale czegoś ewidentnie brakuje. Jakiejś większej głębi.

To nie jest też tak, że cykl Endymion jest zły. Czyta się go bardzo dobrze, ale z drugiej strony to już ewidentnie „nie to”. Simmons zdaje się, nie był w stanie uciągnąć tej historii na takim samym poziomie. Trochę szkoda.

Mam też wrażenie, że nie wszystkie wątki z Hyperiona zostały domknięte. Cześć wydarzeń nie została wyjaśniona, podobnie jak pochodzenie niektórych mitycznych istot oraz rzeczy. Może było to celowe zagranie, zmuszające czytelnika do własnej interpretacji.

Zarówno cykl Hyperion jak i Endymion to jedne z nielicznych pozycji z mojej biblioteczki, po które bardzo chętnie sięgnąłbym jeszcze raz. Cykl, który śmiało mogę postawić koło Diuny Herberta. W żadnym wypadku nie znaczy to jednak, że porównuję obydwie książki, czy też cykle. Wy też na to nie dajcie się nabierać. To dwa zupełnie różne od siebie sci-fi. Dwa zupełnie inne światy, ale każdy z nich jest na swój sposób wybitny.

W mojej ocenie 7/10 – przy czym oceniam Endymion jako całość.

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button