Film & Książka

Diuna (2021) – dwugłos redakcji

Epickie, monumentalne pustynne kino

W miniony weekend wybraliśmy się do kina na film Diuna w reżyserii Denisa Villeneuve’a, a poniżej nasze wrażenia, z dwóch perspektyw. Fanatyka, który z uniwersum miał styczność już w czasach podstawówki, kiedy pogrywał u kolegi u Dune 2, a książki wchłonął chwilę później, oraz laika, który nie miał z nim wcześniej styczności.

Alexa – laik

Ciężko mi ten film ocenić, bo mam świadomość, że to tak naprawdę tylko połowa opowieści, nie mogę go więc traktować jako zamkniętej całości. Czy był dobry? Tak. Czy poszłabym drugi raz? Niekoniecznie. Czy czekam na drugą część? Tak, jak najbardziej, bo zabawa się dopiero zacznie.
Dobrze zagrany, świetne kadry, pustynia (lubię pustynie), cała maszyneria rewelacyjnie zrobiona.
Na minus, ale to taki mój subiektywny – tajne zakony, żonglowanie przeznaczeniem, spiski na galaktyczną miarę – nie przepadam za takimi elementami po prostu, irytują mnie.
Czy film jest zrozumiały dla kogoś, kto nie ma pojęcia o uniwersum? Zasadniczo tak. Nie rozumiałam jak działają te ich osobiste tarcze – raz chronią, a raz się coś przebije – ale zostało mi to wyjaśnione po seansie. Poza tym nie było większych problemów z ogarnięciem co do czego.
Dobre kino, szkoda tylko, że na kolejną część trzeba będzie trochę poczekać.

Kr4wi3c – fanatyk

Pierwszy raz z Diuną zetknąłem się w czasach podstawówki kiedy u kolegi zobaczyłem Dune 2 – w które się później zagrywaliśmy jak szaleni. Jakiś czas później dowiedziałem się, że gra powstała na podstawie książki Franka Herberta, po którą z ciekawości postanowiłem sięgnąć. Jak się okazało, książek tych jest w sumie 6, a ja przeczytałem ich zdecydowaną większość. Także na pewno przy ocenie najnowszej filmowej Diuny nie będę obiektywny.

Denis Villeneuve dowiózł. W końcu Diuna Franka Herberta doczekała się godnej ekranizacji. Monumentalnej i epickiej – zupełnie jak książkowy pierwowzór, który notabene jest bardzo niewdzięczny do przeniesienia na język filmu. Lynch spróbował w ’84 roku i niestety skończyło się to tak jak się skończyło. Całe szczęście podczas nowej ekranizacji ktoś wpadł pomysł, by historię podzielić na dwie części. Bardzo rozsądnie, tym bardziej, że materiał źródłowy jest naprawdę srogi objętościowo.

Ten film pod praktycznie każdym względem to majstersztyk. Technicznie, aktorsko czy muzycznie. Wszystko tu pięknie współgra ze sobą sprawiając, że Diuna staje się niesamowitym filmowym doznaniem. Epickość wylewa się tutaj z każdej strony, co nie wszystkim się spodoba. Żeby pokazać ogrom niektórych rzeczy – np. lądowanie Atrydów na Arrakis – wykorzystano szerokie plany, ilustrowane kapitalną muzyką Hansa Zimmera – nie wyobrażam sobie innego kompozytora, który mógłby sprostać temu zadaniu. To wszystko razem się ładnie zgrywa. Co prawda nie zabrakło tu „głosów z offu”, ale większość rzeczy niedopowiedzianych w dialogach widz dowiaduje się z holofilmów tłumaczących zasady panujące na Arrakis, które ogląda razem z Paulem przed jego wyruszeniem na nową planetę.

W filmie oczywiście nie mogło zabraknąć ornitopterów, zgarniarek, żniwiarek i innego mechanicznego ustrojstwa – wszystkie te maszyny wyglądają fenomenalnie.  Zupełnie tak jak je sobie wyobrażałem. Nie mogło również oczywiście zabraknąć potężnych czerwi przemierzających pustynie, które są niczym wyrwane z kart książek i znane dobrze z ilustracji.

Polskie tłumaczenie  – na co mało osób piszących czy mówiących o filmie zwraca uwagę – jest wierne książce w chyba jej najlepszym dostępnym przekładzie, czyli Marka Marszała.

Do tej pory nie było pewności, że druga część powstanie. Teraz po sukcesie oglądalności, mówi się nawet o trzech częściach i serialu. Ba, nawet jakieś gry mają powstać, ale tych bym się nie spodziewał wcześniej niż przy premierze drugiej części. Po co o tym wszystkim piszę? Bo Diuna okazała się komercyjnym sukcesem.

Na koniec zostawiłem sobie jedno, aczkolwiek bardzo ważne pytanie. Czy wybrałbym się raz jeszcze na Diunę do kina? Tak, bez wątpienia. Co mam z resztą zamiar uczynić w najbliższym czasie.

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button