Rzut okiem na...

A Way To Be Dead – pierwsze wrażenia

Ciężko napisać o grze multi, która staje się martwa dosłownie w chwilę po premierze. Nawet jeśli jest to premiera w Early Access. A tak właśnie się stało w przypadku A Way To Be Dead. Gry będącej asymetryczną sieciówką, na wzór Dead by Daylight.

Chwilę po debiucie  dało się kogoś do wspólnej gry znaleźć, nawet jeśli większość graczy miała dziwnie brzmiące nicki pisane cyrylicą, ale o pełny skład było i tak ciężko. Obecnie lobby świeci pustkami. Dobrze, że chociaż autorzy pokusili się o dodanie botów. Gra z nimi co prawda jest taka jak żadna, ale chociaż można się zaznajomić z rozgrywką i z podstawowymi mechanikami.

Jak na razie A Way To Be Dead dysponuje jedną, niezbyt rozległą mapą. Jest tu jakiś szpital, w którym notabene zaczynamy naszą zabawę, jakieś kanały i podwórko z trupami, po którym szwendają się zombie. Naszym zadaniem jest przeszukać trupy unikając zombiaków i doktora Rileya (zabójcy) w poszukiwaniu klucza do bramy, za którą kryje się droga ku wolności. I tyle. Ci natomiast, którzy zginą zamieniają się w zombiaki, które szwendają się po mapie i przeszkadzają. Mogą wtedy pomagać zabójcy, bądź swojej drużynie – wolny wybór.

Gra dopiero jest rozwijana, ale nie wróżę jej sukcesów, jest wiele podobnych i lepszych tytułów. Jej największym plusem za to niewątpliwie jest jej cena – 25,49zł.

W grę próbowaliśmy zagrać dzięki uprzejmości wydawcy.

Steam:

https://store.steampowered.com/app/1480030/A_Way_To_Be_Dead/

Kr4wi3c

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS'y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Related Articles

Back to top button