Main menu

Z aparatem na Pixel Heaven 2015 – wrażenia

Odwiedziliśmy tegoroczne Pixel Heaven w silnej ekipie liczącej półtorej osoby. Cała Alex i pół mnie. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że byłem ledwie żywy, rozkładany przez jakieś wstrętne choróbsko.

Nie ukrywając imprezę odwiedziliśmy głównie ze względu na panele, których zaliczyliśmy więcej niż wstępnie zakładaliśmy. Tym razem można było posłuchać o historii pierwszych polskich gier, roli muzyki i dźwięku w grach, jakie są drogi do monetyzacji gier. Można też było zapoznać się z najbliższymi planami twórców takich tytułów jak Lords of the Fallen, This War of Mine czy Vanishing of Ethan Carter.

Imprezę odwiedziliśmy w sobotę, czyli wtedy kiedy było największe obłożenie. Przed 12 tłum jeszcze nie był tak odczuwalny, ale im dalej po południu tym więcej ludzi się zbierało. Zainteresowanych było tak wiele, że odwiedzając salę z retro i stoiskami wystawców trzeba było się przeciskać. Pomysł moim zdaniem strasznie nietrafiony żeby wrzucić retro i indyki do jednej sali przez co amigi, commodory i inne starocia ginęły wśród stoisk. Przydałoby się jeszcze jedno pomieszczenie. Z głównej sali można było wejść do dwóch mniejszych, gdzie rozstawione były planszówki. Ponownie zainteresowanie przerosło oczekiwania i pomieszczenia Szkoły Filmowej okazały się zbyt małe i zbyt ciasne na tego typu imprezę, która z roku na rok cieszy się coraz większym powodzeniem.

Panele organizowane w Kinie Elektronik przyciągały tłumy. Tym razem w przeciwieństwie do poprzedniej edycji imprezy można było wygodnie usiąść i w komfortowych warunkach oglądać co mają do powiedzenia przedstawiciele branży gamingowej. Sala, chociaż była duża, to przy panelu z Adrianem Chmielarzem zapełniła się w niemal 90%. To najlepiej obrazuje ilu ludzi jest chętnych by przyjść i posłuchać tego gościa.

W sobotę po imprezie, ci, którzy chcieli, mogli się przenieść do pobliskiego klubu Dom Qltury na tak zwane afterparty, na którym – sądząc z opowieści – była dobra zabawa. Niestety nie dane mi było przekonać się osobiście jak było ze względu na, jak wyżej wspominałem, rozkładające mnie jakieś wstrętne coś. Może następnym razem.

Niestety impreza okazała się zdecydowanie słabsza od poprzedniej. Może przez to, że nie do końca było wiadomo co gdzie się dzieje. Brak przejrzystej informacji o turniejach, co gdzie kiedy. Zbliżenie imprezy do targów przez co retro gdzieś tam w tłumie ginęło. Ci sami zagraniczni goście specjalni, właściwie prawie to samo co rok temu tylko nieco inne panele – będące najlepszą częścią imprezy. W ubiegłym roku było chociażby więcej turniejów, więcej się też działo poza główną salą. Ponoć za to żarełko było dobre z food tracków. Tak słyszałem, nie tetowałem. No i piwa na terenie imprezy nie było. Za to chodzą słuchy, że w przyszłym roku ma wrócić.

Podziel się...Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Share on Tumblr0Share on Google+0Share on Facebook0Email this to someone

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS’y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Słów kilka o co chodzi

Napograniczu.net to gry, planszówki, filmy, książki, wydarzenia z perspektywy pary po trzydziestce.

Kontakt

Chcesz się z nami podzielić ciekawym tematem?
Robisz grę i chciałbyś żebyśmy o niej napisali?

Skontaktuj się z nami:

kontakt@napograniczu.net