Main menu

Rzut okiem na… Mortyr – Operacja Sztorm

Mortyr – Operacja Sztorm nie jest tym, czym mogło by się wydawać, że jest. Z Mortyrem jedyne co ma wspólnego to tytuł.

Na początek trzeba zaznaczyć, że gra jest krótka. Zabawy wystarczy na dwie, trzy godzinki. Plus jest taki, że przynajmniej nie zdążymy się znudzić.

Mortyra znalazłem na kompilacji Snajperskich Gier Wszechczasów vol. 2. Jedyne co ma wspólnego z grą snajperską to możliwość (pod sam koniec tej jakże epickiej przygody) postrzelania ze snajpery. Ciut za mało by móc mówić o grze snajperskiej. Jednak od tytułu za 10 zeta nie ma co za dużo wymagać.

Cała akcja Mortyr – Operacja Sztorm toczy się wokół trzech szych Hitlera – Josepha Goebbelsa, Heinricha Himmlera i Hermana Goeringa, których to panów mamy po cichu wyeliminować. Chociaż w sumie to nawet nie. Zadanie wykonamy bez względu na to, ile hałasu narobimy po drodze. Ważne by ich zdjąć, reszta jest mniej istotna.

Gra jest strasznie liniowa. Z wytyczonej przez twórców ścieżki nie ma co schodzić, bo zwyczajnie się to nie opłaca; nic ciekawego po kątach nie znajdziemy, co najwyżej trafimy na zamknięte drzwi. Szkoda. Czasem otrzymujemy w swoje ręce ckm, co nieco zmienia charakter rozgrywki; niestety, ma to miejsce aż całe dwa razy i daje nam okazję postrzelać do zaledwie kilku wrogów.

Pod koniec, gdzieś w kanałach, udało mi się trafić na sekret, który jednak okazał się zabugowany – co mnie jakoś specjalnie nie zdziwiło. Dopiero po kilkudziesięciu próbach udało mi się jakimś cudem do niego dostać, jednak nie było tam nic wartego uwagi. Ot Panzerfaust i zamknięte drzwi. A już myślałem, że autorzy się postarali i dodali coś, co chociaż na chwilę mogło zaburzyć monotonię rozgrywki. Niestety jednak nie. Drzwi, które znalazłem, okazały się nie do wysadzenia. Jedyne co pozostało to wrócić tą samą drogą, którą przyszedłem. Super.

Gra jest ciemna. Autorzy chyba ją robili przy świeczkach. Całe szczęście, że mamy dostępną latarkę(?), na baterie(?!). Serio, latarka przy broni w 41 roku? Chyba kogoś nieco fantazja poniosła. To, że gra nie trzyma się faktów historycznych to żadna nowość, ale mimo wszystko można było zachować jakieś pozory. Zresztą, czego ja wymagam od gry, w której nawet prawidłowo nie wykonano przeładowania broni?

Niemcy wyglądają jakby ich wyciosali z drewna, do tego martwi zwalają się na glebę (zwykle na główkę, przybierając dziwne pozy) przy odgłosie jakby ktoś upuścił worek kartofli. Do tego są przedstawieni jako wiecznie zapijaczeni alkoholicy i degeneraci, szukający pocieszenia w tanich winiaczach, po których butelki towarzyszą nam przez całą grę. Czasem wrogowie potrafią pozytywnie nas zaskoczyć przewracając stół i tworząc tym samym osłonę, zza której do nas szyją. Potrafią także zaskoczyć wykonując coś bardziej spektakularnego, takiego jak próba wyważenia ściany – nie to, że typ nie trafił w drzwi; chciał wyważyć ścianę, serio. SI w tej grze zadziwia i wywołuje salwy niekontrolowanego śmiechu.

W grze umieszczono nawet system osłon. Szkoda tylko, że nie działa on prawidłowo i jest mało intuicyjny. Bardziej mnie irytował niż pomagał, więc starałem się nie podchodzić do ścian, żeby przypadkiem się ów system nie załączył – przyklejanie do ścian następuje samoczynnie, przy zbliżeniu do nich.

Jak na prawdziwego crapa przystało, nie mogło zabraknąć etapu z pociągiem. Jako, że pewnie budżet nie pozwolił na nic więcej, oddano nam tylko do zwiedzania bocznicę kolejową przy jakiejś fabryce. Biednej fabryce trzeba dodać, bo składa się tylko z dwóch pomieszczeń – w tym jednym z żurawiem, którego mamy użyć. Znów fajny przerywnik. Szkoda tylko, że nic nie wnoszący.

Gra powstała na silniku Jupiter EX, tym samym, który napędzał pierwszego Fear oraz Condemned Criminal Origins. Tutaj zupełnie nie widać jego potencjału. Postaci są drętwe, z dłoniami wielkości grabi. Czasem podczas wędrówki spotkamy kanciaste koła  – chyba znak rozpoznawczy CI Games. Brak tu jakiejkolwiek dbałości o szczegóły. Nie mówiąc już o tym, że chociażby Condemned dawało możliwość wyrwania kawałka rury ze ściany i użycia jej jako broni. Ten silnik naprawdę jest w stanie generować dynamiczne oświetlenie oraz cienie, czego tutaj zupełnie nie widać, a jego możliwości zostały wykorzystane może w 1/10.

O stronie dźwiękowej nie ma co w zasadzie pisać. Voice acting naszego protagonisty jest tragiczny. Jeden z gorszych jakie słyszałem. Podczas gry czasem rzuca sucharami, które w założeniach chyba miały być śmieszne i wprowadzić nieco humoru do rozgrywki. Wypadają one niestety strasznie sztucznie i zamiast śmieszyć, żenują. Fajnie natomiast wypadają dialogi jakie prowadzą ze sobą Niemcy, ich podśpiewywania czy okrzyki. Dobrze to zostało zrealizowane. O muzyce mogę tylko napisać tyle, że coś tam sobie plumka w tle. Całe szczęście, że nie irytuje i przy dłuższej grze nawet się na nią większej uwagi nie zwraca. Ot, jest obecna i tyle.

Ja w to grałem, więc wy już nie musicie.

Podziel się...Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Share on Tumblr0Share on Google+0Share on Facebook1Email this to someone

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS’y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Słów kilka o co chodzi

Napograniczu.net to gry, planszówki, filmy, książki, wydarzenia z perspektywy pary po trzydziestce.

Kontakt

Chcesz się z nami podzielić ciekawym tematem?
Robisz grę i chciałbyś żebyśmy o niej napisali?

Skontaktuj się z nami:

kontakt@napograniczu.net