Main menu

Rzut okiem na… Dying Light

Harran. Miasto objęte kwarantanną, gdzie ludzie zamieniają się w chodzące trupy. Miejsce, w którym przyjdzie nam stawić czoła epidemii oraz odnaleźć dokumenty kluczowe w walce przeciwko wirusowi. Jak nietrudno się domyślić, śmiałkiem, który trafi do Harran pokierujemy my i postaramy się dowiedzieć co się stało. Przede wszystkim będziemy jednak walczyli o życie swoje oraz nielicznych ocalonych.


W mieście spędziłem ponad 60 godzin, głównie w trybie single player, i słuchałem dobrej muzyki, w rytm której tłukłem kolejne zombiaki. A że narzędzi mordu mamy całe multum, to i szybko się to nie nudziło. Spędziłem także trochę czasu w trybie Be the Zombie, ale z racji tego, że lamiłem niemiłosiernie, zarzuciłem szybko ten tryb – mimo, że świetny i daje sporo zabawy. Wróciłem do biegania w pojedynkę i skupianiu się na wątku fabularnym.

DyingLightGame 2015-01-28 21-02-51-24

Różne rzeczy słyszałem na temat fabuły, w szczególności wątku głównego, np że strasznie nierówny. Nie odniosłem takiego wrażenia, za to jak dla mnie gra ogólnie jest nierówna; poszczególne zadania fabularne stawiają nas często pod ścianą. Mamy zadanie, które teoretycznie wydaje się trudne, w praktyce okazuje się jednak, że jest zupełnie odwrotnie, a kolejne znów wydaje się niby proste ale nim nie jest. Stopień przegięcia osiągany jest na samym końcu. O ile jestem w stanie zrozumieć, że dotarcie do jakiejś lokacji, bądź wyciągnięcie karty dostępu wymaga ubicia twardego skurczysyna będącego bossem, o tyle to się ma zupełnie nijak do końcówki gry. Konkretnie do ostatecznego pojedynku. Nie wiem kto to projektował. Po skończeniu gry i utłuczeniu największego skurczybyka na dzielni powinienem wpaść w samouwielbienie i zfapanie się na prawo i lewo. Tak się jednak nie stało. Po rozegraniu walki finałowej zdążyłem tylko pomyśleć – WTF? Po czym poleciały napisy końcowe. Panowie, należy się Wam karny jeż w pupala za takie załatwienie sprawy. Walka finałowa nie jest żadnym wyzwaniem.
Spoilerować nie będę, co by nieopatrznie nie wystawić na siebie wyroku skazującego za zdradzenie końcówki. Zainteresowani niech poszukają na YT, bądź skończą grę.

Fabuła fabułą, ale zostawmy ją i zabierzmy się za największą miodność tego tytułu czyli bieganie, siepanie, skakanie i rozwój osobisty. Od razu uprzedzę, żeby nie było później zaskoczenia. Mechanika jest kapitalna. O ile walka jest trochę przypadkowa i chaotyczna to i tak robi bardzo dobre wrażenie. Często łapałem się na tym, że latałem po ulicach i tłukłem zombiaki jak jaki głupi szczerząc się i parskając z uciechy. Dobra sprawa, szczególnie gdy się skacze z dachu budynku na niczego nie spodziewającego się typa poniżej, wbijając go w ziemię i robiąc z jego głowy dżem.

DyingLightGame 2015-03-16 21-28-42-373

Przeciwnicy czasem przybierają dziwne pozy

Za wykonywanie misji dostajemy punkty do umiejętności przetrwania, podobnie jeśli będziemy przejmować zrzuty pojawiające się czasem w (nie do końca) losowych miejscach i dostarczać je kwatermistrzowi. Skakanie, bieganie, wspiananie się wpłynie zaś zasadniczo na poprawę naszej kondycji oraz zaowocuje przypływem punktów do zręczności. Obijanie, tępienie wszystkiego co żyje (bądź nie żyje a jednak chodzi) za pomocą dostępnego oręża zadającego rany cięte, kłute czy szarpane da nam punkty do siły, przez co będziemy mogli używać coraz większych siekier czy młotów. Żeby było jeszcze zabawniej, to broń podstawowa może nam posłużyć jako baza do wykonania broni o dodatkowych możliwościach. Oczywiście najpierw musimy dysponować odpowiednim schematem, który posłuży nam do jej wykonania. Zachodzący w tym przypadku crafting został zaczerpnięty i rozwinięty z Dead Island, poprzedniej gry studia.

Punkty wbijane do trzech podstawowych drzewek rozwoju co jakiś czas będą nam dawały punkty, za które będziemy mogli kupić dodatkowe umiejętności jak taranowanie, dobijanie leżących przeciwników, będziemy mogli także poznać możliwość budowy granatów, tarcz, czy tworzenia pułapek.

DyingLightGame 2015-03-18 22-05-06-176

Eksterminacja wrogów daje naprawdę wiele radości. Jak już wspominałem, masakry możemy dokonywać za pomocą wszelkiej broni białej. Do dyspozycji w późniejszym etapie będziemy mieli także karabiny i pistolety, ale amunicji do nich jest jednak mało. Wartą wspomnienia ciekawostką jest fakt, że gdy wymierzymy z karabinu do zbirów Raisa podniosą ręce do góry i nie będą nas atakować, o ile sami nie są wyposażeni w broń palną i o ile nie spuścimy ich z muszki.
Zwłoki, podobnie jak i żywi przeciwnicy poddają się procesowi dekapitacji. Możemy im odcinać głowy, ręce, nogi – których odcięcie u zombie daje ciekawe rezultaty. Pozbawienie dolnych kończyn nie oznacza śmierci delikwenta, przez co niewykluczone jest, że będzie próbował się do nas doczołgać i zaatakować. Dlatego najlepiej zawsze jest walić w głowę. Przynajmniej wtedy ma się pewność.

Ważna rzecz jak już jesteśmy przy atakowaniu. Zombie nie potrafią pływać. Nic, a nic. Zderzenie z wodą kończy się dla nich zwykle śmiercią. Ciekawe…
Można to oczywiście wykorzystać. Szczególnie w nocy, kiedy goni nas zgraja przemieńców. Wtedy hops, do wody i pozamiatane 🙂
O ile przemieńcy boją się promieni światła UV, o tyle zwykle nie będziemy mieli do czynienia z jednym, tylko z kilkoma, a łatwo z nimi nie jest, szczególnie na samym początku gry. Kiedy zastała mnie noc, a byłem gdzieś zupełnie indziej niż powinienem, do najbliższej strefy miałem spory kawałek… Skończyło się paniczną ucieczką i prawie pełnymi spodniami – taki jest klimat!

Wszystko to jest potęgowane przez kapitalną muzykę, która idealnie podkreśla klimat osaczenia i zaszczucia. Szczególnie kiedy dynamicznie się zmienia sygnalizując zagrożenie, bądź przechodzi do ostrych i głośnych brzmień gdy coś nas goni.

Żeby nie było, że gra ma same plusy, muszę wytknąć jej trochę zadów. Pierwszym i najważniejszym jest/był problem z płynnością na samym początku. Nosz grać się w to nie dało zwyczajnie. Takie spadki płynności, że głowa mała. Zostało to na szczęście poprawione i można się cieszyć prawie że płynną rozgrywką. Po ostatnim jednak patchu mam niezłe przyciki kiedy mnie coś atakuje. Cóż, nie było tego, a teraz jest. Ciekawe…
Niekiedy podczas uprawiania parkuru pojawiają się problemy z łapaniem się. Czasem wychodzi z tym tak, że tam gdzie niby jest miejsce dla rąk i nie powinno być problemu ze złapaniem się to on występuje, a czasem gdzie teoretycznie miejsca jest relatywnie mało ów problem nie występuje. No cóż. Niby mała pierdoła ale czasem irytuje.

Zauważyłem po dłuższej grze, że zaczynam odczuwać znużenie. Szczególnie przy wykonywaniu misji pobocznych. Miałem wrażenie, że wykonuję ciągle jedno i to samo zadanie, chociaż wykonałem już ze trzy czy cztery. Sprowadzają się one niestety głównie do przyniesienia czegoś, przez co czułem się jak chłopak na posyłki, czyli prawie jak w pracy na Help Desku. Dobrze, że chociaż nie musiałem latać po papier toaletowy, tylko po jakieś inne śmieci, akumulatory czy zielsko – przez co czasem 30miałem wrażenie, że bawię się w drag dealera. Mało innowacyjności i pomysłowości, za dużo rutyny i powtarzalności. Aczkolwiek zdarzają się odstępstwa od normy, co wprowadza trochę świeżości, niestety występują stanowczo zbyt rzadko.

DyingLightGame 2015-03-19 17-30-23-330

Zjazd po linie, jeden z najlepszych momentów w grze

Jedną z najsłabiej zrealizowanych rzeczy jest polska wersja językowa. Już nie chcę tu wypominać tego, że ruchy ust zupełnie nie pokrywały się z kwestiami wypowiadanymi przez NPC, ale jest ona po prostu strasznie słaba. Niektórzy aktorzy są zupełnie nie dobrani do granych ról, przez co dochodzi do komicznych sytuacji. Nie mam pojęcia czemu zdecydowano się na polski dubbing (z którego zrezygnowano kompletnie przy Dead Island). Tak powinno być i w tym przypadku, a lokalizacja tylko kinowa, z możliwością zmiany języka napisów, niezależnie od wersji dubbingu. Zmienić się jednak nie da. Nie wiem kto to wymyślił, ale powinien zapierdzielać na galerze za takie coś. Toż to jest bez sensu. Zmuszony przez to byłem do grania po polsku, żeby nic przypadkiem nie stracić z fabuły. Wersja angielska jest za to o kilka długości lepsza.

Mimo wszystkich niedociągnięć to nadal bardzo solidny tytuł. Jego jednorazowe przejście zajęło mi ok 55 godzin, przy wykonaniu głównego wątku fabularnego oraz większości zadań pobocznych.
Po jego skończeniu możemy wybrać dalszą grę i wrócić do miasta zaliczając pominięte wyzwania czy inne zadania.
Polskie smaczki:

poniżej zamieszczam małą galerię polskich akcentów ukrytych w grze /tych, które znalazłem/.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że niedawno autorzy udostępnili zestaw narzędzi do tworzenia własnych przygód. Na tym filmie zobaczycie co można zrobić za jego pomocą:

 

Dla tych co wolą bardziej oglądać niż czytać wersja filmowa:

Grę otrzymaliśmy od wydawcy – firmy Techland

Dying Light

Platforma: PC/X One/PS4, Cena: ok 120 PLN
Dying Light
9

Grafika

8.0/10

Muzyka

9.5/10

Grywalność

9.5/10

Plusy

  • walka
  • crafting
  • modyfikacje broni
  • nawet ciekawa fabuła
  • MUZYKA

Minusy

  • nierówny poziom trudności
  • czasem występują problemy z łapaniem się
  • polski dubbing
  • brak wyboru podpisów w innym języku niż dubbing
Podziel się...Tweet about this on TwitterPin on Pinterest0Share on Tumblr0Share on Google+0Share on Facebook0Email this to someone

Niepoprawny marzyciel, słuchający na codzień dziwnie nie wpadającej w ucho muzyki z gatunku tych ostrzejszych, grający z reguły we wszelkiego rodzaju FPS’y podszyte lekko warstwą cRPG ale nie pogardzający też cRPG pełną gębą oraz raz na jakiś czas jakąś przygodówką z rodzaju tych starszych.

Słów kilka o co chodzi

Napograniczu.net to gry, planszówki, filmy, książki, wydarzenia z perspektywy pary po trzydziestce.

Kontakt

Chcesz się z nami podzielić ciekawym tematem?
Robisz grę i chciałbyś żebyśmy o niej napisali?

Skontaktuj się z nami:

kontakt@napograniczu.net